Menu

Sport znad morza

Na blogu poruszane będą tematy związane przede wszystkim z trójmiejską piłką nożną oraz mma - zarówno polskim, jak i międzynarodowym. Zapraszam serdecznie!

Duńskie algorytmy zbite przez gdyńską bandę świrów!

sportznadmorza

To był prawdziwy rollercoaster! Grad goli, mnóstwo walki, ogrom serca zostawionego na boisku. Do tego fanatyczny doping i co najważniejsze – wygrana! Arka Gdynia w świetnym stylu wróciła do europejskich pucharów. Po dwóch trafieniach Marcusa da Silvy i jednym Rafała Siemaszki żółto-niebiescy pokonali faworyzowane FC Midtjylland i w rewanżu będzie grać o pełną pulę, czyli awans do 4. rundy eliminacji Ligi Europy.

Już od pierwszego gwizdka widać było, że Arka Gdynia nie chce być tylko tłem dla dużo bardziej utytułowanego rywala. Co prawda lepiej w mecz weszli podopieczni Jess’a Thorupa, ale to gospodarze jako pierwsi poważnie zagrozili bramce rywala. W 8. minucie Grzegorz Piesio świetnie uruchomił Patryka Kuna, który zwiódł jednego z Duńczyków, znalazł się na 16. metrze, ale zbyt mocno wypuścił piłkę i stracił ją na rzecz Kian’a Hansena. Od tego momentu inicjatywę zaczęli przejmować zawodnicy Leszka Ojrzyńskiego. Arkowcy wnieśli się na wyżyny swoich możliwości i niczym wytrawny pięściarz raz po raz zadawali ciosy drużynie z Herning. Gospodarze atakowali, neutralizowali próby gości w środkowej części boiska, a nawet strzelali. I to jak! W 32. minucie Marcus da Silva znalazł się z futbolówką na 18. metrze przed bramką strzeżoną przez Jespera Hansena. Brazylijczyk bez namysłu uderzył – technicznie i precyzyjnie, a piłka zerwała „pajęczynę” z bramki Duńczyka. Piękna bramka, która wydaje się, że nieco sparaliżowała podopiecznych Leszka Ojrzyńskiego.

Minęło zaledwie 60 sekund, a Pavels Steinbors zmuszony był wyciągać piłkę z siatki. Rilwan Hassan znalazł się w polu karnym, położył na murawie trzech obrońców i precyzyjnym strzałem w długi róg bramki pokonał łotewskiego golkipera. To był dopiero początek problemów gospodarzy. 4 minuty później FC Midtjylland cieszyło się z prowadzenia. Wykonujący wszystkie stałe fragmenty gry Jakob Poulsen dośrodkował z rzutu rożnego wprost na nos Marcusa dal Hende. Defensor przyjezdnych stojąc na drugim metrze uderzył w środek bramki, ale odległość była zbyt mała, żeby Steinbors zdołał interweniować. Kiedy wydawało się, że Arka straci wszelkie nadzieje, zrobiła coś czego dawno nie było po niej widać. Nie załamała się, walczyła i dzięki temu 180 sekund po straconej bramce stanęła przed kolejną szansą. Kun popędził do bezpańskiej piłki, wyprzedził wychodzącego z pola karnego Hansena i uderzył futbolówkę głową. Co prawda strzał okazał się niecelny, ale przy próbie interwencji golkiper staranował młodego pomocnika Arki Gdynia, a albański arbiter wskazał na „wapno”. Przy piłce stanął Marcus da Silva i uderzył dokładnie w to samo miejsce co niecałe 10 minut wcześniej. Hansen bez szans, a żółto-niebiescy wrócili do gry. To był koniec emocji w pierwszej części meczu, ale nie tylko piłkarze potrzebowali przerwy… kibice również.

Ciężko było odgadnąć jakie zamiary ma szkoleniowiec gospodarzy. Wszyscy byli pewni, że Arka bronić się będzie przed blamażem. Tymczasem gospodarze grali z bardziej utytułowanym rywalem jak równy z równym, a przez większość czasu nawet przeważali. Nie inaczej miało się to w drugiej połowie. Od początku aktywnie zaczęli gdynianie. Dwie minuty po rozpoczęciu drugiej połowy w świetnej sytuacji znalazł się Tadeusz Socha. Prawy obrońca był nieco z boku pola karnego, ale zdecydował się na potężne uderzenie w stronę bramki, a Hansen interweniował z problemami. Kilka chwil później zagrożenie przeniosło się na drugą stronę boiska. Przyjezdni sprytnie wykonali rzut wolny, przed szansą stanął jeden z pomocników, ale jego strzał został zatrzymany… na linii bramkowej. Dobitka było już bardzo niecelna i przeleciała wysoko ponad bramką. Był to moment przełomowy, w którym Arka straciła pewność siebie i wydaje się, że dużo sił. FC Midtjylland co chwila zagrażało gospodarzom i w 63. minucie uratowało ich tylko i wyłącznie szczęście. Rosły napastnik duńskiego zespołu – Onuachu -  świetnie wypatrzył w kontrataku nadchodzącego z pomocą Nissena, zagrał mu idealnie w tempo, a defensor gości huknął prosto w poprzeczkę.

Arka nie atakowała już tak zaciekle jak w pierwszej połowie. Starała się utrzymać wynik, który nie przekreślałby ich w dwumeczu. Przez ponad 20 minut to drużyna z Herning była bliżej zdobycia zwycięskiej bramki. Z odsieczą przyszedł niezawodny Rafał Siemaszko. W 92. minucie udało mu się wywalczyć rzut wolny, którego wykonawcą był Michał Nalepa. Pomocnik miękko dośrodkował na głowę niskiego napastnika, a ten fantastycznym strzałem w długi róg bramki pokonał Jespera Hansena. Stadion oszalał. Już żaden z kibiców nie usiadł na swoim miejscu. Cały stadion skakał i śpiewał, ale nic w tym dziwnego. Arka Gdynia pisze na naszych oczach historię. Historię, którą dzisiejsze pokolenia będą pamiętać do końca życia.

Arkowcy skazywani byli na porażkę, na pogrom. Grali przecież przeciwko drużynie, która pokonała wielki Manchester United. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego najlepiej grają w wielkich meczach. Pokazali to w Pucharze Polski, Superpucharze... pokazali to i dzisiaj. Być może pojadą do Danii zagrać ostatnie 90 minut w tych eliminacjach. Być może. Jednak nikt im nie odbierze tego co dzisiaj dokonali. Uratowali honor polskich drużyn w europejskich pucharach. Do Skandynawii nie pojadą na wycieczkę krajoznawczą, a w roli faworytów tego dwumeczu. Chapeau bas!

Marco Cybulski

© Sport znad morza
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci